piątek, 8 marca 2013

Rozdział 9 - Rozbudź moce.





Jego twarz wykrzywiła się w przerażającym grymasie. Gwałtownie odchylił głowę do tyłu i zawył, niczym wilk. Wrzask, który z siebie wydobył, słyszany był jedynie przeze mnie, dlatego omal nie upadłam na kolana, zakrywając uszy dłońmi. Chwile później poczułam, jak ktoś próbuje mnie podnieść, a kiedy podniosłam głowę do góry zobaczyłam jedynie Alice i Marie. W ich oczach widziałam przerażenie, więc wnioskowałam z tego, że moje zachowanie musiało wyglądać, jak jakiś dziwny atak. Oddychałam ciężko, próbując się uspokoić. Rozejrzałam się nerwowo, ale prócz zdumionych twarzy, nie dostrzegłam żadnego ducha.
-Sky? – Brunetka przyjrzała mi się uważnie, a ja tylko przełknęłam głośno ślinę.
Ktoś podał mi szklankę z zimną wodą. Wypiłam całą jej zawartość, niemal jednym łykiem. Usiadłam na moment na barowym krześle i przetarłam twarz dłońmi. Jeśli tak ma wyglądać, większość moich spotkań z duchami, to muszę nauczyć się kontroli nad tym przeklętym darem. Nie mogłam się skupić na tym, co przyjaciółki do mnie mówiły. Z natłoku słów, które krążyły wokół mnie, wyłapałam tylko „czy wszystko gra?”. Nie, nie grało. Nie mogłam pozwolić, aby coś takiego się powtórzyło.
-Wrócę do domu, nie czuje się najlepiej – powiedziałam ochryple.
-Odwiozę cie – zaoferował Lucas, jeden z barmanów, a zarazem przyjaciel mojego brata.
-Nie, poradzę sobie – uśmiechnęłam się blado i zsunęłam z dość wysokiego krzesła.
-Tylko uważaj – poprosiła Alice.
Wyszłam z Gold i przystanęłam na moment przed budynkiem. Wahałam się, którą drogę powinnam wybrać, ale zanim się zdecydowałam, przed wejście podjechało czarne audi. Fakt, unikałam go. Ale teraz dziękowałam Bogu, że nie musiałam zetknąć się z blondynem z parku.
-Nie wyglądasz jak ktoś, kto się dobrze bawi – skwitował, gdy wślizgnęłam się na miejsce pasażera.
-Bo tak nie jest. – Skrzywiłam się – Właśnie, zostałam ogłuszona przez ducha, który mógłby grać główną rolę w jakimś japońskim horrorze.
-Może jest więcej plusów? Zaczniesz pisać scenariusze hitów kinowych – zaśmiał się.
-A potem mnie zamkną. Będziesz mnie odwiedzał w psychiatryku?
-Wykiwałaś mnie, co w zasadzie rozumiem, choć jestem wściekły, – spojrzał na mnie spode łba – a matka tam na nas czeka od dwóch godzin. Dla nas obojga będzie lepiej, jak w końcu się z nią spotkasz.
-Chyba masz racje – przyznałam niechętnie.
-I na przyszłość, nie rób tego więcej – warknął.
Jego zdenerwowanie wyraźnie udzieliło się również i mi. Przygryzłam dolną wargę, powstrzymując się od komentarza. Z naszej dwójki, to ja miałam przechlapane, a on nie wiedzieć, czemu, uczepił się mnie. Mógł znów wyjechać, ale nie. Został tu, a ja, choć pragnęłam, aby o wszystkim pamiętał, teraz tego żałuje...


Pani Ackles siedziała w salonie, trzymając w dłoni lampkę czerwonego wina. Wsłuchiwała się w odgłosy naszych kroków i dopiero, gdy podeszliśmy bliżej, zerknęła na nas zza ramienia. Była wyraźnie zirytowana naszym spóźnieniem, ale mój strój nie uszedł jej uwadze i od razu postanowiła to skomentować.
-Ładna sukienka. – Mruknęła – Siadajcie.
-Chciała pani ze mną rozmawiać – odparłam nie zwracając uwagi na słowa kobiety.
-Owszem – westchnęła pretensjonalnie.
Sięgnęła po Księgę Umarłych, którą poznałam wczorajszego wieczora, i o której raczej chciałam zapomnieć. Przekartkowała kilka stron i zatrzymała się na tej, gdzie znajdował się rysunek.
-Pani ją potrafi przeczytać? – Spytałam, przypominając sobie słowa Tylera.
-Nie, ale jest kilka podań, które wskazują, gdzie i czego mam szukać... Jak już Wybranka się pojawi, oczywiście – spojrzała na mnie oczekująco, po czym podała księgę, – co tu pisze?
-Ehm... – Odchrząknęłam i przyjrzałam się szkicowi.
Było to drzewo dębu. Duże, dostojne o potężnym pniu i rozłożystych gałęziach. Najgrubszy konar zdawał się owijać pień, a na jego korze widniało wyryte słowo „Wybranka”. Tuż pod rysunkiem w kilku słowach opisane było przeznaczenie nieszczęsnej wybranki – w tym wypadku moje.
-Gdy serce przestanie bić, poczuje siły krzyk. Znów powróci ta, która ma uratować nas. Przeprowadzi przez złote bramy, wypełni obietnice i przeznaczenie, które na jej ramiona składamy...
-Doskonale – pani Ackles spojrzała na syna, potem na mnie – Pewnie wiesz, że ten... Dar, jest z twoja rodziną od wieków.
-Właściwie to nie – mruknęłam niechętnie.
-W takim razie porozmawiaj z matką, nie mam ani ochoty, ani czasu na tłumaczenie ci tego wszystkiego.  – Machnęła lekceważąco dłonią, po czym kontynuowała. - Musisz skupić się na księdze. Przeczytasz ją i zinterpretujesz. Potem porozmawiamy i postaramy się znaleźć ostatnią księgę i złoty sztylet.
-Proszę mi coś wyjaśnić. Jestem Wybranką, podobno szukaną przez wieki... A co z Eleonor? Moją praprababką.
-Powiedzmy, że była wyciszona. Była Wybranką tak jak ty, i pokładali w niej ogromne nadzieje, ale nie mogła odczytać Księgi.
-Dlaczego? – Dopytywałam ciekawa.
-Bo nie uwierzyła i było już za późno. Odpychała to od siebie, a kiedy doszło do dnia sądu, nie mogła się bronić. Dlatego tak ważne jest, aby się spieszyć. Dusze wiedzą, że jesteś, ale im dłużej czekasz, tym bardziej one są zniecierpliwione... Dlatego teraz weź się do roboty.
-Nie podoba mi się to, jak pani się do mnie zwraca. Rozumiem, że pani za mną nie przepada za to, co zrobiłam Tylerowi, ale proszę mi wybaczyć, nie jestem kimś, kim można dyrygować. – Podniosłam się z miejsca i spojrzałam z wyrzutem na bruneta.
-Moja droga, tym razem nie masz nic do powiedzenia, – upiła spory łyk wina – tu nie chodzi o twoje widzi mi się. Twoim zadaniem jest tylko i wyłącznie, przeprowadzenie dusz przez bramę.
Pokręciłam z niedowierzaniem głową. Odłożyłam księgę na szklany stolik i najzwyczajniej w świecie, wyszłam. Na dołączenie do mnie Tylera nie musiałam długo czekać. Po za tym, gdy już zatrzasnęłam drzwi, słyszałam jak wszczął kłótnie z matką. Nie powiem, było to na swój sposób urocze, ale z drugiej strony, to jego matka i było mi zwyczajnie głupio, że znów to ja jestem temu winna.
-Moja matka sądzi, że twoje przeznaczenie i twoje zadanie to jedyne, o czym powinnaś myśleć. – Powiedział, próbując jakoś wytłumaczyć zachowanie matki.
-Nie obraź się, ale ona raczej już taka jest. Tobie też mówiła, co masz robić, dlatego wyjechałeś. – Zauważyłam, na co chłopak kiwnął nieznacznie głową.
-Po prostu myślę, że ona może ci pomóc.
-Na razie nawet nie wiem, co muszę zrobić żeby to się skończyło – westchnęłam – posłuchaj, wrócę do domu i ochłonę.
-Scarlett, wydaje mi się, że dla twojego bezpieczeństwa, powinnaś jej zaufać, chociaż ten jeden raz.
-Nie rozumiem, o co ci chodzi – przyznałam, krzyżując ręce na klatce piersiowej.
-Od dziesięcioleci dusze nie przeszły przez bramy. Każda zwłoka rozdrażnia je jeszcze bardziej. Są jak tykająca bomba, czy Szklana Pułapka. Normalnie pewnie też bym ją olał, ale tym razem ma dość sensowne argumenty, niestety.
-No dobrze – westchnęłam zrezygnowana i wyminęłam go, wracając do środka.
Kobieta wciąż siedziała na skórzanej sofie. Przeglądała Księgę Umarłych i kompletnie olała fakt, że właśnie zmieniłam zdanie. Rzuciła na mnie okiem, po czym z wymuszonym uśmiechem na ustach jęknęła krótkie „przepraszam”.
-Proszę mi wszystko wyjaśnić – powiedziałam, ignorując przeprosiny, które i tak nie były szczere, więc się nie liczyły.
-Musisz odnaleźć drugą część Księgi, ale co najważniejsze złoty sztylet. Twoja krew po odprawieniu rytuału będzie kluczem do bram...
-Moja krew!?
-Nie dramatyzuj. Wystarczy kropla – wzruszyła ramionami, a ja wciąż gapiłam się tępym wzrokiem w brunetkę, która jak gdyby nigdy nic zaciągnęła się papierosem.
-Świetnie.
Omal się nie rozpłakałam. Nie z przerażenia, a z wściekłości. Byłam wściekła na to całe cholerne przeznaczenie. Byłam wściekła na Acklesów. Byłam wściekła... Bo nie mogłam się już cofnąć...

~*~

Westchnęła cicho i pogłaskała czarnego kocura, który pochrapywał na jej kolanach. W powietrzu unosił się zapach licznych mieszanek ziół i kadzideł. Stare księgi ułożone były w zgrabny stosik, a słoiczki z bliżej nieokreśloną zawartością, stały na zakurzonej półce. Nad łukiem wejściowym zawieszony był wisior, który swym kształtem przypominał łapacza snów. Gdzie nie spojrzeć ustawione zostały białe świecie, których płomień to wzbijał się, to nikł przy każdym ruchu powietrza.
Przesunęła pomarszczonym palcem po pożółkłej kartce. Doskonale wyczuwała wyżłobienia zrobione kaczym piórem. Czarny atrament gdzieniegdzie rozmazywał się ze starości, co uniemożliwiało odczytanie zwoju. Niepokoiło ją to. Obiecała najlepszej przyjaciółce strzec rodzinę Stone, dlatego wszelkie zło omijało ich dom. Teraz jednak musi poradzić sobie z czymś silniejszym – nieświadomością. Tylko ten skrawek papieru mógł rozbudzić moce Scarlett, jednak nie mogąc go odczytać, nie może jej pomóc...
Delikatny powiew wiatru rozkołysał liczne wisiory, których brzdęk zbudził kocisko. Przeciągnął się leniwie i zerknął w stronę płonącego kominka. Tuż obok paleniska stała blondynka w białej sukni. Dłonie miała splecione, a wzrok wbity w staruszkę. Podeszła bliżej, niemal unosząc się nad posadzką. Jej obecność była wyczuwalna tylko, dlatego, że sama tego chciała. Celowo ukazała się Mary, bowiem tylko ona może naprowadzić Scarlett na właściwe tory.
-Witaj Eleonoro – powiedziała wiedźma, unosząc wzrok na zjawę.
-Zapewne wiesz, dlaczego przychodzę.
-Chodzi o twoją wnuczkę, wiem – przytaknęła kobieta.
-Dziękuje ci z całego serca za pomoc, jednak musisz zrobić coś jeszcze. Scarlett nie może popełnić mojego błędu. Dusze się niecierpliwią i ja ich długo nie utrzymam z dala od niej.
-Jest z twojej krwi, trudno będzie ją przekonać, – stwierdziła staruszka – sama długo zaprzeczałaś i odpychałaś swój dar.
-Dlatego teraz jestem duchem. Chciałabym żebyś pomogła jej... Zaakceptować i poznać swoje umiejętności na tyle, aby mogła nad nimi panować. Wiesz doskonale, że w tej formie jest bezbronna.
-Obiecałam ci opiekę nad nimi i od lat nie złamałam tej obietnicy. Mój czas też się kończy, obie musimy pamiętać, że zwlekanie działa dla nas destrukcyjnie. Jednak zwój – wskazała na skrawek papieru – jest wyniszczony...
-Stefan i ja wierzymy w ciebie, pomóż nam ocalić naszą rodzinę. – Blondynka uśmiechnęła się, jednak szybko spochmurniała. – Jeśli Scarlett nie uda się przeprowadzić dusz, wszyscy zginął. Duchy posiądą jej moc, która zniszczy to miasto razem z bramą...